Monstrum i tyczki

Ładowarko-zwałowarka, czy też zwałowarko-ładowarka, a może ładowarko-ładozwarka. Cholera wie. W Każdym razie fragment tego ustrojstwa jechał ostatnio z Piotrkowa Trybunalskiego do Łodzi. Jechał długo.60 kmpokonał w 14 godzin. Jechał i jechał i… jechał. A przez to, że jechał to nie mogli jechać inni. Ponadgabarytowy ładunek załadowali na platformę. Łącznie z szoferką zestaw miał21 metrówdługości. Na szerokość było około7 m(przypominam, że jeden pas ruchu ma szerokość3,5 m). Najgorsza była jednak wysokość. Ponad7 metrów. Żelastwo zahaczało o wszystko: mosty, kable, sieci trakcyjne, bocianie gniazda. Skład jechał w asyście policji, pilotów i służb telekomunikacyjnych. Był to niezwykły korowód. Pracownicy wszystkich tych służb mieli swoje wozy techniczne i… tyczki. Szli z tymi tyczkami razem z ciężarówką i co chwila podnosili przy ich pomocy do góry kable przechodzące nad drogą (ilość kabli nad polskimi drogami jest przytłaczająca, Spidermen, nie musiałby robić własnych pajęczyn), oczywiście kabel telefoniczny na czas przejazdu podnosił swoją tyczką pracownik telekomunikacji, a kabel energetyczny podnosił swoją tyczką pracownik od prądu. Problem zaczął się, gdy niezwykła parada tyczkarzy i monstrum na platformie dotarli do przejazdu kolejowego. Czterech gości na dachu pociągu zaczęło odczepiać sieć trakcyjną.. . Zajęło im to dwie godziny. Do tej pory widzę zrezygnowane spojrzenia kierowców, którzy utknęli na tym przejeździe. W całym tym cyrku najfajniejszą postacią był kierowca Tira. Chudy, podkrążone oczy, zachowujący stoicki spokój.

– To rutyna – skomentował swoją pracę, kopnął nogą w oponę i wypił chyba już czterdziesty kubek z kawą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.